Norwegia to bez wątpienia piękny kraj. Kraj rond i tuneli, wszechwścibskich owiec, wodospadów, fiordów i dziwnego sera. Zawsze ciągnęło mnie w raczej chłodne i nieco melancholijnie krainy, Norwegia była więc wyborem oczywistym ( choć Islandia dalej jest nr 1 na mojej liście miejsc do odwiedzenia ). Chyba nigdy nie przekonam się do gorących klimatów, leżenia na plaży i opalania. Tegoroczni towarzysze naszej podróży wolą raczej ciepłe kraje, więc namówienie ich na tą podróż stanowiło podwójne wyzwanie. Wszyscy jednak zapakowaliśmy ciepłe ubrania, śpiwory, skarpety i czapki i wyruszyliśmy w świat.

Po przylocie do Bergen, w którym o dziwo nie padało ( mimo miejskich legend o wiecznym deszczu i mgłach ) odebraliśmy samochód z wypożyczalni. W naszym teamie wszyscy, prócz mnie, są szczęśliwymi posiadaczami prawa jazdy. Mimo to tylko jedna dzielna osoba prowadziła nasze autko, roboczo nazwane Gustawem. W Norewgii kierowca powinien mieć nerwy ze stali. Niezliczona ilość ciemnych tuneli, ostrych serpentyn, wąskich dróg, których krawędzi nie oddziela od przepaści nawet źdźbło trawy, czy brutalnych owiec tarasujących przejazd – to tylko część szczęścia, jakiego można tu doświadczyć. Mimo to bezpiecznie udało nam się oddać ostatniego dnia podróży samochód w miarę w jednym kawałku, a kierowca otrzymał pochwalne peany i nowy poziom umiejętności. Polska po powrocie wydała nam się krajem pięknych, bezpiecznych i szerokich dróg ( ale tylko przez parę dni, potem bańka prysła ).

Pierwsza zimna noc pod namiotem upłynęła nam na pytaniach „ Dlaczego do cholery nie leżę teraz pod palmą na gorącym piasku?”. Potem było już tylko lepiej ( w sensie wiedzieliśmy już ile warstw na siebie założyć żeby móc zasnąć ). Zapakowaliśmy więc Gustawa po brzegi nieskończoną ilością naszych rzeczy i daliśmy nura do Bergen. Po krótkim zwiedzaniu miejska legenda o deszczach jednak się sprawdziła.

3-tile

Bergeńskie Bryggen, czyli szereg drewnianych zabytkowych hanzeatyckich budynków, mieszczących się przy porcie miejskim. Panowała tam urocza atmosfera, pełna zapachu starego drewna i kawy z poukrywanych w uliczkach kawiarni. Po krzywych schodach można było wdrapać się do sklepików z uroczo szkaradnymi pamiątkami ( wszędzie te trolle ) lub znanych tylko mieszkańcom pubów.

5-tile

6

8

Zamek Bergenhus był niegdyś siedzibą króla Norwegii Haakona IV Starego. Znajduje się tu słynna sala jego imienia. Oprócz zamku warto także zagłębić się w tereny zieleni otaczające zabytkowe założenie.

9-tile

Zwiedzanie miast w zimnym klimacie ma wiele zalet. Nie trzeba na przykład szukać cienia i chłodu – one same cię znajdą…

10

12-tile

No comments

Be the first to write a comment.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *