Zeszły październik zaowocował parodniowym wypadem w Bieszczady, w których, aż wstyd się przyznać, nigdy przedtem nie byłam. Piękna Polska jesień, piękne krajobrazy, szalona pogoda i mniej piękne wietrzysko – we wszystkich tych okolicznościach przyrody miło było tuptać po szlakach wraz ze znajomymi i stadem innych, łapiących ostatnie ładne dni turystów. Jako koneser widoków i człowiek niewielkiej prędkości pieszej prawie zawsze zostawałam w tyle szybkiej grupy łazików, ale udało mi się nie zgubić, z czego jestem dumna.

Nocowaliśmy na podłodze ( z braku miejsc w pokojach ) w sali konferencyjnej jednego z pensjonatów w Wetlinie, co jeszcze dodawało całej wycieczce łazęgowskiego  uroku – odejmowało go nieco wszechobecne chrapanie współtowarzyszy. Wieczorem, grillując, pod nasz stół cichaczem zakradał się lis, łypiąc ślepiami w kierunku kiełbasek, a w jedynym w okolicy sklepie kolejka głodnych turystów lawirowała wśród półek – ale cóż, takie są niezapomniane uroki dzikich jeszcze zakątków kraju.

1Z

Piękny czas zmiennej pogody, mgły, szalonego wiatru i zimna.

2Z

4Z

3Z

5Z

Już po chwili świeci piękne słońce, a człowiek zaczyna radośnie zrzucać z siebie szalik i czapkę.

6Z

Drzewka nie mają tu lekkiego życia ( nie mają go chyba już wcale ).

7Z

8Z

Przez takie widoki człowiek-ślimak zostaje w tyle i muszą na niego czekać.

9Z

27Z

Malownicze jesienne plany. To chyba najlepszy czas na wędrówkę gdziekolwiek.

10Z

13Z

11Z

12Z

14Z

17Z

Człowiek-ślimak w pełnej krasie. Cześć!

25Z

19Z

19Zkol

24Z

23Z

22Z

21Z

20Z

1 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *